RSS
niedziela, 11 lutego 2018

Wspomnienia z ferii

 Syrenka_Warszawska

Tegoroczne ferie spędziłem z rodziną w Warszawie. Na zaproszenie mojego chrzestnego Mateusza, w środę razem z ciocią i wujkiem wyjechaliśmy do stolicy.

Dotarliśmy tam wieczorem i od razu czekała na nas niespodzianka. Mateusz razem z Kamilą zabrali nas do Pałacu Wilanowskiego, a tam w ogrodzie i na dziedzińcu Muzeum Pałacu podziwialiśmy świetlne instalacje: Labirynt światła i ogrodu wyobraźni. Miliony światełek błyszczały zainstalowane w kształcie kwiatów, drzew, a także biedronki i pszczoły.

Drugiego dnia tramwajem pojechaliśmy di Centrum Nauki Kopernika. Mogłem tam samodzielnie przeprowadzać interaktywne doświadczenia. Stamtąd udaliśmy się do metrem na Stadion Narodowy. Bardzo chciałem go zobaczyć chociaż z zewnątrz, ale Mateuszowi udało się załatwić bilety. Cieszyłem się, że zobaczę narodową murawę. Moje zdziwienie nie miało granic, gdy ujrzałem w miejscu boiska dwa lodowiska. Trochę się wystraszyłem, bo nigdy nie jeździłem na łyżwach, ale postanowiłem spróbować. I… udało się, z moim instruktorem Mateuszem, po wielu upadkach nauczyłem się jeździć na łyżwach. Z żalem schodziłem z lodowiska.

Następnego dnia odwiedziłem: Warszawską Syrenkę, Zamek Królewski, Kolumnę Zygmunta, Pałac Kultury i Nauki, Grób Nieznanego Żołnierza oraz Pałac Prezydencki. Wieczorem, gdy rodzice z ciocią i wujkiem pojechali do teatru, Mateusz z Kamilą zabrali mnie do Parku Trampolin, gdzie bawiąc się ćwiczyłem swoją sprawność fizyczną.

Ferie były dla mnie pełne wspaniałych wrażeń. Wszystkim polecam zwiedzenie Warszawy. Sam chętnie nie raz tam wrócę.

                                                               

Jakub Otręba, kl. IVa

 Lodowisko_Stadion_NarodowyPaac_Wilanowski

 

 

 

20:23, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

Ocaleli z Płomieni

W 1751 r. 14 stycznia wybuchł (ponownie) bardzo groźny pożar. Ogień został zaprószony prawdopodobnie iskrą wydobywającą się z pieca w piekarni. Spłonęło wówczas 40 domów mieszczańskich (wszystkich domów było 68), ratusz i szpital został obrócony w popiół. Za przyczynę pożaru uznawano iskrę z pieca. Jednak, czy aby na pewno ona rozpoczęła pożar.

Zamek był zamieszkiwany przez hrabiego Jana 2 Nepomuka von Praschma. Tydzień przed pożarem jak zwykle hrabia Jan poszedł do swojego ogrodu. W swoim ogrodzie sadził rzadkie okazy roślin, lubił swój ogród a także prace z nim związane .Tego dnia skupił się na sadzeniu lilii szatańskich. Były one czarne i dziwnie śmierdziały, żaden mieszkaniec Niemodlina ich nie sadził. Chodziły plotki, że wywołują one szatana, a szatan nieszczęście, jednak hrabia niczego się nie bał i twierdził, że to tylko plotki. Jednak gdy podlewał swoje kwiatki zaczął z nich wylatywać dziwny, czarny dym. Praschma zastanawiał się coraz bardziej nad tym co mówili mieszkańcy, jednak dalej trzymał się swojej wersji. Z dymu utworzył się jakby szatan. I strasznym, głośnym głosem powiedział do Praschmy:

-Witaj przyjacielu!

Jednak Praschma udawał, że to nie do niego. Po chwili szatan obrócił się i tanecznym krokiem zaproponował naszemu Praschmie układ. Polegał on na tym, że Praschma miał zarobić sobie na to, aby dłużej żyć. Praschma dobrze wiedział, że zbliża się jego koniec, dlatego postanowił zrealizować układ. Ale szatan wolał mieć pewność, dlatego kazał mu podpisać umowę własną krwią. Praschma wykonał tę prośbę, a szatan znikł. Rozległ się głośny i diabelski śmiech, a Praschma poszedł do domu. W pokoju gościnnym czekał na niego anioł stróż. Ostrzegł Praschmę przed zakładami z szatanem, ale było już za późno. Mieszkaniec zamku codziennie spełniał zachcianki szatana. Praschma codziennie wracał do zamku zmęczony i spocony. Sprzątaczki, kucharki i inne pomocnice hrabiego wypytywały go:

- Gdzie hrabia był ? Co robił?

Ale i tak się nic nie dowiedziały. Pewnego dnia jedna z mieszkanek Niemodlina zapukała do zamku, była to starsza pani często chodząca na spacery koło ogrodu hrabiego.

Otworzyła jej jedna ze sprzątaczek i spytała w czym może pomóc. Starsza pani była trochę nieprzekonana, czy ma opowiedzieć to co widziała, czy nie, ale zdecydowała, że tak będzie najlepiej dla hrabiego. Powiedziała że ma pilną sprawę, po czym sprzątaczka wpuściła ją do środka. Staruszka usiadła na krześle i zaczęła opowiadać o tym, jak widziała hrabiego z szatanem w ogrodzie. Jedna z kucharek zemdlała, słysząc tą straszną historię.

Mieszkańcy postanowili walczyć przeciwko szatanowi, ponieważ chcieli pomóż hrabiemu. Dnia 14 stycznia zaczęła się prawdziwa walka. Przybyło na nią 60 szatanów i 82 mieszkańców Niemodlina. Stawili się nawet lekarze, urzędnicy z banku i weterynarze (mimo że mają mało czasu, ponieważ dużo pracują). Walka odbyła się blisko kaplicy zamkowej. Szatani rzucili wokół siebie ogniem. Ogień tak szybko się rozszedł, że spalił całe miasto. Mieszkańcy czuli,że już po nich. Następnego dnia wszyscy mieszkańcy Niemodlina,obudzili się zamknięci w kratach, wisząc nad ogniem piekielnym. Przerażeni tym, co się tamtejszego dnia stało: płakali i błagali o wolność. Wnioskując po minach szatanów o wolności mogli sobie tylko pomarzyć. Siedzieli tam 13 godzin, aż nagle w czarnej jaskini rozbłysło się białe światło.

Były to anioły, które przyszły im z pomocą. Najpierw jednak szykowała się walka z szatanami. Anioły zaczęły modlić się do Pana Boga, a wraz z nimi mieszkańcy. Szatany darły się, piszczały nie wielbiąc Boga uciekały w zakamarki, aby tylko nie słyszeć modlitwy. Anioły pomogły mieszkańcom wydostać się z krat i zaprowadzić do ciepłego schronienia. Wszyscy znaleźli się w niebie. Bóg robił kazanie hrabiemu, a ten tłumaczył się ze sprowadzenia na świat szatanów.

Bóg odpuściwszy mu winy zabrał wszystkich do nieba. Hrabia żałował tego co zrobił, dobrze wiedział, że prędzej czy później umrze, ale cieszył się, że Bóg był tak łaskawy dla niego i odpuścił mu jego grzechy.

Może było tak jak mówiła jedna z legend? Z pomocą odbudowania miasta pospieszyło państwo i nowy właściciel zamku: ofiarując 40 talarów za każdy spalony dom. Zostało też wówczas wydane zarządzenie zakazujące stawiania drewnianych domów. Ten ostatni pożar, w którym spłonęło również archiwum miejskie, a z nim wszystkie dokumenty pergaminowe, był szczególnie groźny. Po tym pożarze mieszczanie postanowili postawić w Rynku figurę św. Floriana, aby ten patron strzegł ich miasto od klęsk pożogi.

                                                                     Klaudia Cichosz, kl. 7c

 

Historia inspirowana wydarzeniami historycznymi związanymi z miastem Niemodlin.

 

zamek1

20:06, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 stycznia 2018

 

Uczennice klasy VIIc:

Joanna Paluszkiewicz i Klaudia Cichosz

wzięły udział

w konkursie literackim „Fantastyczny powiat opolski”

organizowanym przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną.

20180111_114923

Uwaga teksty dla dzieci powyżej 11 lat

 

Zaczarowany Pałac”



Była zima. W sierocińcu założonym przez ród Praschma przebywało akurat siedemnaścioro podopiecznych. Sierociniec nie należał do największych i jakoś szczególnie zadbanych (tynk odpadał ze ścian, schody skrzypiały, od czasu do czasu psuła się jakaś klamka), lecz nie to było najgorsze...

Najmłodsza z wychowanków – Halinka- w przyszłym tygodniu miała obchodzić czwarte urodziny. Dziećmi zajmowały się cztery opiekunki. Minął tydzień i nadeszły urodziny Halinki. W sierocińcu zorganizowano niewielkie przyjęcie. Zaproszono cały żyjący ród Praschmów, kilka zasłużonych osobowości i przyjaciół. Spotkanie trwało. Goście rozmawiali, zajadali się pysznym jedzeniem. Wszystko było dobrze, dopóki jeden z członków dynastii - Fryderyk Praschma, nie udał się po schodach na górę, żeby zobaczyć, co robią dzieci. Na przyjęciu nie było go już dobre pół godziny.

Nagle usłyszano huk! Okazało się, że ktoś wszedł po drabinie na piętro i podpalił stos zabawek. Ogień rozprzestrzeniał się tak szybko, że Fryderyk wraz z dziećmi był odcięty od schodów! Zgromadzeni na parterze goście pośpiesznie opuścili budynek. Ale dla pozostających na piętrze jedyną drogą ratunku był skok. Na szczęście pierwsze piętro znajdowało się na tyle nisko, że dzieci i Fryderyk odnieśli tylko drobne obrażenia. Natychmiast sprowadzono straż pożarną, która ugasiła pożar. Jednak na skutek tego zamieszania, nie zauważono braku jednej osoby. Gdy strażacy przeszukiwali zniszczone pomieszczenia, znaleźli małą Halinkę. Ale było już za późno...

Spłonęła kończąc życie w wieku zaledwie czterech lat. Dla wszystkich była to ogromna tragedia.

Kilkaset lat później w Niemodlinie rozpętała się wojna dwóch rodów - rodu Praschma i rodu Idan. Po dwunastu miesiącach nieustającej walki zwyciężyła rodzina Idanów. Ród ten był bardzo bogaty i wybredny, przestał im wystarczać Niemodliński Zamek wzniesiony przez ród Praschmów. W tym samym roku zburzono ruiny sierocińca. Na terenach starego domu dziecka i okolicznych lasów zaczęto budować pałac. Budowa zakończyła się po pięciu latach. Zamieszkali tam członkowie rodu, a w piwnicach utworzono luksusowy hotel dla szlachty i królów zjeżdżających się do Niemodlina na rady i spotkania.

Pierwszy taki zjazd odbył się już miesiąc po zakończeniu budowy. Goście mieli zostać w pałacowym hotelu dwa tygodnie. Już pierwszej nocy zaczęły dziać się tam dziwne rzeczy: słychać było jęki, pukanie dochodzące ze ścian i szaf, podłoga skrzypiała, nawet jeśli nikt po niej chodził. Te dźwięki słyszane były co noc. Wszyscy goście byli przerażeni, nie wiedzieli co się dzieje, aż pewnego dnia właścicielowi pałacu - Marcowi Idanowi przyśniła się mała dziewczynka z poważnymi oparzeniami ciała. Była to Helenka. Po śmierci dowiedziała się, że to on podpalił sierociniec. Wypowiedziała ona następujące słowa: " Ty dom mój zniszczyłeś, i ja twój zniszczę. Wynoś się zanim będzie za późno! Za wspomożycielkę swą św. Jadwigę biorę i wraz z nią czuwać będę, by kara Boża najostrzejsza za pozbawienie domu siedemnastu sierot Cię nie ominęła!"

Po tych słowach Marec odwołał zjazd i już nigdy nie powrócił do Niemodlina, za to panowanie znów przejął ród Praschmów. Pałac przerobiono na szpital katolicki im. św. Jadwigi, a w piwnicach otworzono sierociniec. Ludzie trafiający do szpitala zdrowieli w zastraszająco szybkim tempie, dlatego szpital nazywano " Zaczarowanym Pałacem". Nad szpitalem i sierocińcem czuwają po dziś dzień św. Jadwiga i Halinka.

                                                                            Joanna Paluszkiewicz, VIIc

zamekZdjęcie pochodzi ze strony: niemodlinzamek.pl

 

 

22:16, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

 

„Tajemnicza jaskinia”*

 

Był sobie raz pewien chłopiec, który wybrał się na wycieczkę. Gdy tak szedł, nagle upadł i wpadł do jaskini, gdzie zapadła się ziemia i utknął w dziurze.

 

- Ratunku! Czy jest tam ktoś?! - krzyczał, lecz nikt mu nie odpowiedział.

 

Po godzinie przechodził tamtędy jakiś pan i zobaczył jaskinię. Nigdy przedtem jej tam nie było, więc postanowił wejść do środka.

- Hop! Hop!- krzyczał i nagle zauważył wielką dziurę, a w niej chłopca.

- Jak znalazłeś się w jaskini?!-zapytał.

- Nie mam pojęcia... Chyba ziemia zapadła się pode mną.

- Czy zdajesz sobie sprawę, że dokonałeś wielkiego odkrycia?!- zapytał.

 

Przez kilka kolejnych dni, znalezisko badali kolejni naukowcy. Zjawili się też dziennikarze. Pan, który odnalazł chłopca opowiedział dziennikarce, jak doszło do odkrycia.

- Grupa naukowców zbadała ten teren - powiedział.

- I co?- dopytywała dziennikarka.

- To bardzo ciekawa, nieznana jaskinia. Badaczom udało się odnaleźć niezwykłe małowidła ścienne

i kości ogromnych zwierząt.

- Na przykład?- pyta dziennikarka.

- Jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ale myślę, że już wkrótce, o tym miejscu będzie wiedzieć cała Polska, albo i świat - oświadczył pan. Gdy zakończyły się badania archeologiczne, grotę otworzono dla zwiedzających.

- Witam państwa w najciekawszej w tym rejonie Polski jaskini. Jej odkrywcą jest jedenastoletni mieszkaniec sąsiedniej wioski. Dzięki niemu, możemy dziś oglądać malowidła ścienne sprzed dwóch tysięcy lat- powiedział pan.

- Ale numer!-zawołał ktoś.

 

*Moje opowiadanie oparte jest na prawdziwych wydarzeniach. W 1940 roku, we Francji, grupa kilku chłopców w czasie zabawy odkryła przez przypadek słynną Grotę Lascaux. Dziś można zwiedzać jej replikę, to znaczy wierną kopię. Prawdziwą jaskinię zamknięto, ze względu na liczne uszkodzenia. Malowidła ścienne można też obejrzeć w internecie.

 

                                                         Szymon Kołtun, kl. IVa

grota_lascaux_3Obraz pochodzi ze strony: www.kultura.banzaj.pl

 

21:53, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 stycznia 2018

 

Kamil Wiktor Stoch – to polski skoczek narciarski pochodzący z Zębu, który urodził się 25 maja 1987 roku w Zakopanem. Swoją przygodę z nartami rozpoczął w wieku trzech lat, a skakać zaczął w wieku 9 lat.

 stoch1_20170122_065440

                                                           Zdjęcie pożyczone ze strony: www.skijumping.pl

W Pucharze Świata zadebiutował 17 stycznia 2004 r. w Zakopanem, gdzie zajął 49 miejsce. Pierwsze pucharowe punkty zdobył 11 lutego 2005 roku w Pragelato za zajęcie 7 miejsca. 23 stycznia 2011 r. w Zakopanem wywalczył Puchar Świata, a w sezonie 2012/2013 był trzecim zawodnikiem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Trzykrotnie startował w Igrzyskach Olimpijskich, ale prawdziwy sukces przyniosły mu te w 2014 r. w Soczi. Zdobył wówczas podwójny tytuł mistrza olimpijskiego: na małej i dużej skoczni. Jest ośmiokrotnym indywidualnym Mistrzem Polski!

Za zasługi w sporcie został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski oraz Medalem Jedmenkollen. Zdobył 27 medali na zimowych i letnich mistrzostwach Polski. Obecnie skacze na nartach marki Fischer, używa kasku firmy Uresi.

Prywatnie jest bardzo skromnym mężczyzną ceniącym sobie życie rodzinne. Jest moim idolem i uważam, że jest osobą godną naśladowania.

 

                                                     Kuba Otręba, kl. 4a

 

10:58, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 stycznia 2018

 

szarak2

Pewnego dnia wybrałem się z rodziną do lasu, by poznać świat przyrody. Gdy szliśmy ścieżką w trawie usłyszałem szelest.

Okazało się, że był to zając. Jego sierść była biała, miał długie uszy i brązowe oczy. Spojrzał w naszą stronę i zlękniony natychmiast uciekł. Poszliśmy więc dalej, napawając się pięknem lasu. Gdy tak szliśmy, mój tato zauważył krzak pełen pięknych, dojrzałych malin. Zaczęliśmy więc się nimi zajadać, a gdy krzak był już pusty – słoneczny uśmiech na naszych twarzach zmienił się w smutek. Tylko się oblizaliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Nagle zerwał się silny wiatr, zrobiło się ciemno i lunął deszcz. Czym prędzej ruszyliśmy w kierunku parkingu, aby nie zmoknąć i nie przeziębić się.

Nasza wyprawa była pełna wrażeń i dowiedzieliśmy się jak wygląda życie w lesie. Mokrzy, ale zadowoleni wróciliśmy do domu.

                                                                                                              Wojtek, kl. 5b

16:38, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 stycznia 2018

 155573

Zainteresowania są ważne w życiu każdego człowieka. Dzięki nim rozwijamy swoje umiejętności i zdobywamy nową wiedzę. Ludzie posiadają różne zainteresowania – mają ich setki, a myślę, że nawet tysiące (każdy szuka tego, co lubi i sprawia mu przyjemność).

Najbardziej interesują mnie gry komputerowe. W swojej kolekcji mam ich kilkanaście, w tym sportowe, strategiczne, fabularne i edukacyjne. Podczas grania nie tylko się bawię, ale także poznaję historię, przyrodę i geografię.

W wirtualnym świecie wraz z bohaterami można podróżować, budować i walczyć o dobro. Najwięcej satysfakcji daje mi wygrana, ale zdarzają mi się też porażki, które uczą mnie cierpliwości i spokoju.

Moim drugim zainteresowaniem są wycieczki i zwiedzanie różnych miejsc w Polsce. Razem z rodzicami byłem nad morzem. Zwiedziłem Ustkę, Kołobrzeg i Jarosławiec. Poznałem także Karkonosze, gdzie największe wrażenie zrobił na mnie Zamek Czocha. Wiele przyjemności dały mi piesze wędrówki po Szklarskiej Porębie i okolicach. Z każdego odwiedzonego miejsca przywiozłem pamiątki.

Uważam, że warto mieć zainteresowania i ciągle je rozwijać. Dzięki nim nasze życie nie jest smutne i monotonne, ale pełne wrażeń.

 

Jakub Otręba, klasa IVa

 

 

22:03, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 stycznia 2018

 

 

tens_stoowy

Parę dni temu pojechaliśmy z klubem na zawody w tenisa stołowego do Gorzowa Sląskiego. Jechaliśmy około dwóch godzin.

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się się, że będę grał z chłopakiem, z którym zawsze przegrywam. Byłem zły, ale wziąłem się za rozgrzewkę. Za chwilę burmistrz tamtej miejscowości przywitał nas, powiedział kto, gdzie i z kim będzie grał.

Zwykle gra się do trzech wygranych setów. Wypadło, że grałem na stole ósmym. Gdy podszedłem do stołu, przeciwnika jeszcze nie było. Czekałem kilka minut i bardzo się denerwowałem. W końcu się zjawił. Wygrał ze mną dwa pierwsze sety, ale wtedy dostrzegłem, gdzie znajduje się jego słaby punkt. Wziąłem się do gry... i wygrałem 3:2!

To było dla mnie ważne zwycięstwo. Kolejne dwa mecze przegrałem, ale i tak był to dla mnie udany wyjazd!

 

Paweł Romanowski, kl. 5b

 

21:53, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

 chromastock95187134_201604101433

Podczas wakacji zaprosiłem kolegów: Maćka i Pawła w góry. Chłopcy bez chwili zawahania przyjęli moje zaproszenie. Jednak nie wiedziałem, że wydarzy się coś tak mrożącego krew w żyłach.

Od początku wyprawy marzyliśmy o zdobyciu szczytu, niestety już po pięciu minutach marszu okazało się, że nie ma Pawła!

Zaczęliśmy głośno krzyczeć:

  • Paweł! Paweł!

Jednak usłyszeliśmy tylko echo... Po godzinie poszukiwań okazało się, że Paweł cały czas chował się za pagórkiem. Bardzo nas to z Maćkiem rozwścieczyło!

  • Paweł, co ty sobie wyobrażasz!- krzyknęliśmy.

  • Góry to nie zabawa!- skarciliśmy bezsensowne zachowanie.

Po bezmyślnym występku Pawła odechciało się nam wycieczki, więc wróciliśmy do domu.

Wyprawa ta kosztowała mnie i Maćka wiele strachu i wysiłku. Wszyscy zrozumieliśmy, że wyprawa w góry to nie zabawa. A co, gdyby Paweł naprawdę zaginął? Wolę o tym nie myśleć... Mimo wszystko była to niezapomniana przygoda.

 

Krzysiek Rawski, 5b

 

 

21:39, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 grudnia 2017

 

kulinarneradynaswietabozegonarodzenia4

 

Chciałabym, aby były pełne świątecznej atmosfery. Powinny być rodzinne i pełne tradycji.

Na Wigilii zbiera się cała rodzina. Duża choinka z lasu, zdobiona pięknymi ozdobami. Cały dom, ubrany w kolory: czerwony, złoty i zielony, zewnątrz ubrany w światełka. Klimatycznie palący się kominek. Bardzo przyjemnie byłoby, gdyby spadł śnieg, dodałby uroku. Mniej przyjemną częścią są porządki,jednakże dom wygląda zjawiskowo po świątecznym sprzątaniu.

A później? Tradycyjne gotowanie dwunastu potraw, pieczenie pierniczków wraz z rodziną. Wszyscy domownicy mają okazję spędzić razem czas, nucąc kolędy. Przy dużym stole, powinna stać piękna zastawa oraz sztućce. Zdobiłby go także ładny obrus i szykowne, świąteczne stroiki. Pod obrusem, wedle tradycji, powinno leżeć sianko. Po pojawieniu się pierwszej gwiazdki na niebie, wszyscy zasiadają do stołu. Łamią się opłatkiem. Puszczają w niepamięć dawne sprzeczki.

Takie właśnie święta zorganizuję, gdy stworzę własną rodzinę i dom.

Pozdrawiam, Julia 7c

 

 

00:10, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2