RSS
czwartek, 29 listopada 2018

Umrę wieczorem, gdy księżyc rozświeci

główki nocnych dzieci.

Zaś porankiem wstanę,

gdy kwiat rozkwitnie,

gdy rzeka złotem zabłyśnie.

Z prochu powstanę i odetchnę

nowym powietrzem zmielonej kawy zaparzonej.

Już do pisania się biorę, patrzę

a tam wiersz pisany wierszem.

Już skończony?

To nie do wiary,

jakieś czary...

Zerkam na zegar,

a tam wieczór,

jakby dzień zaczarowany.

 

Bartek Wolak, kl. VIII c

 

 

00:05, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 listopada 2018
 
 
syrenka_kuba
 
Pomnik Syrenki znajduję się nad Wisłą w Warszawie, nieopodal Mostu Świętokrzyskiego.
Autorką rzeźby jest Ludwika Nitschowa, której wykonanie tego dzieła zajęło rok. Pomnik powstał z inicjatywy ówczesnego prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego,który to w 1939 r.dokonał jego odsłonięcia.
 
Syrenka odlana jest z brązu i mierzy wraz z cokołem 4,5 metra. Stoi na postumecie z piaskowca. Posąg przedstawia postać pół kobiety - pół ryby. Syrenka ma twarz wyrazistą, włosy upięte w kok, a na ogonie dużo małych łusek.
W lewej ręce trzyma tarczę, w prawej uniesiony nad głową miecz. Na tarczy widnieje orzeł w koronie oraz napis "Warszawa". Koło posągu jest niewielki plac z ławeczkami i latarniami. Pomnik podczas II wojny światowej jako jeden z nielicznych nie został zniszczony.
 
Uważam,że Syrenka jest symbolem walczącej Warszawy. Pomnik bardzo mi się podoba.Miałem okazję go zobaczyć,a nawet dotknąć. Moim zdaniem Syrenka warszawska jest tak piękna, jak cała nasza stolica.
 
 
                                                                                                         Jakub Otręba kl. Va
17:43, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 września 2018

 

mikolajekwiext39802377

Zdjecie: https://www.empik.com/mikolajek-goscinny-rene-sempe-jean-jacques

 

Wczoraj rano, kiedy mama posłała mnie do sklepu po bułki, na starym placu zabaw spotkałem Mikołajka i innych chłopaków.

- O! Cześć! - zawołałem.

- Cześć! - powiedział Mikołaj - Bawimy się w chowanego. Może do nas dołączysz?

- Fajnie - odpowiedziałem. - Jasne, że tak.

Bawiliśmy się świetnie, dopóki nie wypadła kolej Ananiasza. Kiedy nikogo nie potrafił znaleźć, zaczął płakać i mówić, że nikt go nie kocha i chce umrzeć. Pocieszyliśmy go i obiecaliśmy, że nie będziemy się tak dobrze chować. Zabawa trwała dobrą godzinę, pomyślałem więc, że muszę wracać do domu, bo przecież noszę ze sobą te nieszczęsne bułki, ale nadjechał Kleofas na swoim wielkim rowerze i krzyknął:

- Wsiadaj!!!

Wlazłem więc na bagażnik roweru, a Kleofas odjechał. Razem z chłopakami okrążyliśmy pół miasta. Zatrzymaliśmy się na rynku, żeby złapać oddech. Wspólnie z Gotfrydem oglądaliśmy wystawy sklepowe. W księgarni pokazałem mu mój nowy komiks, który koniecznie muszę kupić po niedzieli. Potem znowu ruszyliśmy w drogę.

Gdy wróciliśmy na plac zabaw, odpoczywaliśmy na trawie. Alcest, powiedział, że musi się odżywić i nie byłby sobą, gdyby nie zjadł moich dwóch bułek. Całkiem na sucho! Widać był bardzo głodny. Mi też burczało w brzuchu i przypomniałem sobie, że musi być naprawdę późno. Pożegnałem się z chłopakami i obiecałem, że wyjdę jeszcze po obiedzie. To było niezwykłe przedpołudnie. Biegłem do domu i już wiedziałem co powiem bratu – „Spotkałem Mikołajka i innych chłopaków”. Albo tylko mi się wydawało...

 

Szymon Kołtun Kl. IVa

 

 

 

 

13:41, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

baladynaPlakat: https://www.grafiteria.pl/pl/p/560-balladyna

 

Jest godzina 14.55, piątek, gabinet 508. W kalendarzu miałam zapisaną jeszcze jedną wizytę. Pacjentka to młoda osoba o ciekawym i niespotykanym imieniu – Balladyna. Problemem kobiety jest niestabilność emocjonalna i trudności w życiu.

Już 30 minut minęło…, a mojej pacjentki nadal nie ma. Miałam właśnie wychodzić, ale nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Po moim krótkim …

- Proszę…

W drzwiach stanęła młoda, ładna i dobrze ubrana dziewczyna.

-Dzień Dobry – przywitała się ze mną dość opryskliwie.

Odpowiedziałam jej tym samym słowem, lecz całkiem innym tonem.

-Jestem Balladyna…, miałam dziś umówioną wizytę.

-Tak, rzeczywiście, proszę wejść i usiąść – pacjentka usiadła na jednym z foteli jaki znajdował się w moim gabinecie.

-Z jakich przyczyn chciała się Pani ze mą spotkać? – zapytałam

- Ach, sama już nie wiem czy to ja, czy też wszyscy dookoła, ale problem w tym, że nie potrafię zapanować nad swoim zachowaniem…

-Dobrze, ale czy mogłaby Pani opowiedzieć mi coś więcej – spytałam

-Bo ja, sama nie wiem co myśleć… Z jednej strony mam wyrzuty sumienia… - odparła Balladyna

-To chyba dobrze…? – stwierdziłam

-Nie, sama nie wiem, z jednej strony strasznie zamartwiam się tym, że jestem taką okropną osobą, a z drugiej strony nadal chcę robić krzywdę innym ludziom… Nienawidzę wszystkich i wszystkiego, co stoi na „drodze” do mojego celu. Jestem gotowa znów zrobić to co najgorsze…

Po tej krótkiej wypowiedzi, oczy dziewczyny napełniły się łzami. Zaczęłam się zastanawiać skąd w tak młodej i pięknej osobie tyle złości i nienawiści? Skąd ta niszczycielska moc…? Zapytałam…

-Możesz opowiedzieć mi o sobie, o swoim dzieciństwie, dorastaniu…

-Nie wiem od czego zacząć… - Balladyna zawahała się, zamyśliła… po czym zaczęła mówić

--Wychowywałam się na wsi w skromnej chacie razem z moją młodszą siostrą Aliną i mamą. Ojca nie było z nami, zresztą nigdy go nie poznałam…. Moja mama chyba mnie nie kochała, faworyzowała moją siostrę, zawsze byłam niedowartościowywana i uznawana za gorszą…., tą drugą. Było mi źle. Pewnego dnia w naszym domu pojawił się niespodziewany gość, hrabia Kirkor. Hrabia chciał ożenić się z jedną z nas. Jednak decyzja nie była łatwa. Za namową naszej mamy postanowił zorganizować konkurs, który polegał na jak najszybszym nazbieraniu pełnego dzbana malin. Oczywiście obydwie podjęłyśmy się tego zadania… Moja siostra okazała się lepszą i to ona pierwsza nazbierała pełne naczynie malin – stwierdziła dziewczyna nieco nieobecnym głosem i zamilkła.

Czekałam, aż znów zacznie mówić. Po chwili Balladyna opowiadała dalej…

-Jak dotarła do mnie myśl, że nie dostane tego czego chcę…, to aż się we mnie zagotowało – głos Balladyny drżał

-Wzięłam nóż i później…, praktycznie nie bardzo pamiętam co się ze mną działo… Ale wiem że wielu ludziom wyrządziłam krzywdę, żyłam w kłamstwie przez wiele lat…

Zrobiło mi się żal tej młodej kobiety, spytałam cicho…

-Czy teraz również czuje się Pani podobnie?

- Nie…, teraz to co innego - szepnęła Balladyna

- No, cóż z tego co Pani mi powiedziała mogę wywnioskować, iż problemy, które stają Pani na drodze do normalnego życia, mają odzwierciedlenie w Pani przeszłości. Krzywdy, które chce pani wyrządzać innym są spowodowane zazdrością i nienawiścią. Bycie „tą gorszą” w dzieciństwie, miejsce zamieszkania, pochodzenie, bieda jaka panią dotknęła, to wszystko wywarło duże znaczenie na Pani przyszłym życiu.

Kontynuując powiedziałam

-W przeszłości przeżyła Pani wiele…, lecz teraz przed Panią przyszłość… Musi Pani z wszystkich sił uwierzyć w to, że życie w kłamstwie, złość i nienawiść to nie są uczucia które warto pielęgnować… Przed nami wiele pracy, ale wierzę, ze nam się uda.

-Ale, jak mam potrzebę władania innymi…, nie umiem z tym walczyć – głos Balladyny był cichy i smutny.

Odpowiedziałam, że na pewno nam się uda…, to tylko kwestia wiary w siebie.

Historia Balladyny, choć bardzo kręta i zawiła doprowadziła ją do jakiegoś punktu…. I kto wie może w przyszłości nikt już nie będzie pamiętał o jej zbrodniach. Jako jej psycholog z pewnością postaram się tego dopilnować.

 

 

 

 

13:33, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

 

marzenia

Zdjęcie: http://zdrowepasje.pl/content/sen-i-marzenia-senne

Dzień zapowiadał się taki, jak każdy dotychczas. Szkoła, nauka i pod koniec dnia czas na sen. Głęboki sen…. Po przyjściu ze szkoły, wypełnieniu wszystkich obowiązków, przyszedł czas na relaks. Położyłam się w swoim wygodnym łóżku, sięgnęłam po lekturę- „Balladynę” Juliusza Słowackiego i zaczęłam czytać.

Byłam zafascynowana książką, jednak po chwili zasnęłam… W tym momencie wszystko się zaczęło...

Niespodziewanie zniknęłam z mojego przytulnego pokoju i pojawiłam się w lesie. Nie był on podobny do ówczesnych lasków. Był wielki, bardzo zapuszczony, miał wiele rozdroży. Rozglądałam się, ale nie było widać żadnej żywej duszy. Było tak, jakby wszystko umarło. Stojąc w niepokoju, nieświadoma sytuacji, zauważyłam ciemną postać idącą w moją stronę. Byłam przestraszona, osłupiała, ale usiłowałam zebrać w sobie resztki odwagi.

Gdy ta istota ludzka stanęła przede mną, zapytałam z niepokojem:

- Gdzie ja jestem?

- W lesie niedaleko Gniezna. - odpowiedziała

- Kim jesteś?- zapytałam,

- Nazywam się Balladyna. Co cię sprowadza?

Zbladłam słysząc, że jest to właśnie ta okrutna kobieta żądna władzy.

- Nie mam pojęcia co tutaj robię, chcę się szybko stąd wydostać. Proszę pomóż mi Balladyno.

- Pomogę ci, ale pod jednym warunkiem, który musisz spełnić. - powiedziała z zadowoloną miną

- Zatem, co mam zrobić?- odparłam.

- Chodź za mną.

Przerażona poszłam za nią, nie wiedziałam co mam w tej sytuacji począć. Szłyśmy długo, przez polną drogę, chmarami krzaków i gąszczy.

Po jakimś czasie dotarłyśmy do obozu. Balladyna zaprowadziła mnie do von Kostryna.

- Popatrz, zgubiła się w lesie, przyda nam się do bitwy - rzekła.

- Miałam tylko spełnić warunek, TYLKO JEDEN WARUNEK, by móc się wydostać. - odezwałam się cicho.

- Pomożesz nam w bitwie, to się zastanowimy.- odrzekł Kostryn.

-A teraz zaprowadź ją do obozowiska, Balladyno- uśmiechnął się.

Siedziałam pogrążona w smutku, myślałam o tym, że nigdy się nie wydostanę z tego świata, a ta dwójka ludzi dojdzie do władzy. Z żalu położyłam się i zasnęłam. Obudziłam się o zmroku, wszyscy już spali. Ogromnie chciałam uciec, wiedziałam, iż miałam walczyć przeciwko Kirkorowi. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy, których wiele nie miałam, ale za to były cenne, jedyne co posiadałam. Zauważyłam obok mojego posłania odprawę, chwyciłam worek, biegnąc ile sił w nogach. Wbiegłam w głąb lasu, strażnik gonił mnie, lecz byłam szybsza. Odpoczywając w lesie, na koniu pojawiła się ona. Rzekła do mnie:

- Widzę, że nie zamierzasz współpracować z nami. Nie oczekuj od nas pomocy.

Zbliżyła się do mnie. W ręce trzymała nóż, chyba pragnęła go użyć. Zaczęłam uciekać krzycząc:

- Nie zabijesz mnie, nie zrobisz tego!

Udała się w pogoń za mną, lecz schowałam się w dziurze. Kobieta odpuściła uciekając na koniu.

O świcie dotarłam do miasta, nie miałam pojęcia gdzie jestem. W tym momencie zobaczyła mnie Rózia, która widząc moje wycieńczenie i smutek na twarzy zabrała mnie do pobliskiego domostwa.

- Kim ty jesteś i jak się u nas znalazłaś? Zabłądziłaś? - pytała.

- Znalazłam się w lesie, okrutna Balladyna chciała mnie wziąć do swojego wojska

- A kto to ta Balladyna? Nie słyszałam o takiej. To jakaś tamtejsza rozbójniczka?

- Tak, tak.. ah długa to historia…

Wtem do chaty wszedł Józio. Mąż Rózi, spojrzał na mnie z uśmiechem i odparł:

- Róziu, a kogo tu w naszych skromnych progach gościsz?

- Dziewczę, co zabłądziło i od dalekich zbójów uciekło. Biedna całą noc tułała się po lesie. – odpowiedziała.

- Opowiedz całą historię dziewko, chętnie posłuchamy.

Opowiedziałam gospodarzom całą historię, na co gospodarz odpowiedział..

- Będziesz u nas mieszkać i pracować, tak dług jak potrzebujesz.. jeśli oczywiście chcesz. – z uśmiechem powiedział Józio.

Po słowach gospodarza obudziłam się ze snu, lecz cała roztrzęsiona, nie mogłam uwierzyć, że we śnie byłam tak blisko z lekturą, z główną bohaterką – Balladyną. Cieszyłam się, że obudziłam się z tego koszmaru, w którym żądna władzy Balladyna chciała mnie zabić. Niesamowite przeżycie, lecz bardzo traumatyczne. Dobrze,że to tylko zły sen...

 

 Julia Wydra, VIII c

 

 

 

13:27, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

Wczoraj wracając z biblioteki zobaczyłem chłopca. Z daleka wydawał mi się znajomy. Podchodząc bliżej nie wierzyłem własnym oczom! Przede mną stał we własnej osobie Staś Tarkowski!

Podszedłem do niego i zacząłem z nim rozmawiać.

- Cześć Stasiu!

- Cześć.- odpowiedział.

- Słyszałem, że ostatnio zastrzeliłeś strasznego lwa. Jak to się stało?

- Groziło nam niebezpieczeństwo, a ja chciałem uratować życie Nel i swoje.

-Gratuluję odwagi!

-Dzięki.- skromnie odpowiedział mój bohater.

Szliśmy dalej rozmawiając o różnych sprawach. Pytałem go jak sobie radzi i czy hoduje wielbłądy. Kiedy zapytałem go o Nel powiedział:

-Ona wyjechała z ojcem i wróci za dwa tygodnie.

-A dokąd ?-zapytałem.

-Do Indii. –odpowiedział.

Zbliżaliśmy się do mojego domu, więc powoli zaczynaliśmy się żegnać. Ja wchodząc do domu ciągle o nim myślałem.

Moim zdaniem Staś Tarkowski to chłopiec godny naśladowania. Jest odważny i opiekuńczy, można na nim polegać.

 

Błażej Knosala,kl. Vb

 

 

13:14, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

 

Stas

Źródło: http://pl.w-pustyni-i-w-puszczy.wikia.com/wiki/Sta%C5%9B_Tarkowski

 

 

 

Wczoraj spotkałem bohatera lektury pt. „W pustyni i w puszczy”. Szedłem spokojnie ulicą i nagle zobaczyłem znajomą twarz. Był to Staś Tarkowski. Podszedłem i radośnie się z nim przywitałem. On także z uśmiechem mnie przywitał.

- Co Cię sprowadza do Polski? – zapytałem.

- Chciałem obejrzeć te zabytki, których nie było za moich czasów.

- Z wielką przyjemnością cię oprowadzę! – odpowiedziałem z entuzjazmem.

Poszliśmy ulicą w stronę parku.

- Jak dużo kwiatów! – krzyknął Staś.

Bardzo mu się one spodobały. Później zwiedziliśmy zamek. Powiedział mi, że gdy ostatnio był w Polsce, budowle nie były tak ładnie odnowione. Podczas wycieczki pytałem go o jego pobyt w Afryce.

- Było tam bardzo ciężko, a zwłaszcza, gdy Nel zachorowała na febrę. Uratowałem ją podając jej chininę. Poznałem tam też Kali’ego i Meę. – opowiadał.

- To bardzo ciekawe! Czy miałeś tam jeszcze jakieś przygody? – odparłem z ciekawością

- Oczywiście! Pewnego dnia Nel zobaczyła słonia w dziurze. Nie mógł się on stamtąd wydostać i umierał z głodu. Zaczęła go więc dokarmiać i bardzo chciała, by udało mu się stamtąd uwolnić. Wysypałem więc proch z moich naboi i wysadziłem skały. Zwierzę mogło więc bezpiecznie stamtąd wyjść.

Staś opowiedział mi jeszcze o wielu innych przygodach. Były bardzo interesujące.

Gdy zrobiło się ciemno, poszliśmy do swoich domów. Dzisiejszy dzień był udany. Staś to miły człowiek.

 

Mikołaj Tomków

 

13:08, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
dynastia_miziolkow

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2014/01/joanna-olech-dynastia-miziokow.html

 

Nie uwierzycie kogo wczoraj spotkałem, Miziołka! Jest on bohaterem lektury ,,Dynastia Miziołków". Gdy go zobaczyłem nie mogłem uwierzyć że on naprawdę istnieje.


Podszedłem do niego i się przywitałem. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. W trakcie tej rozmowy poczułem jakbyśmy się znali od dawna. Gdy byliśmy przy końcu naszej rozmowy zaproponowałem pójście na lody. Miziołek powiedział że to świetny pomysł. Wzięliśmy bardzo duże porcje lodów. Ja wziąłem śmietankowo-czekoladowe, a Miziołek cytrynowo- malinowe .

Gdy usiedliśmy to powiedziałem mu, że też piszę pamiętniki i opowiadania. Opisuję w nich moje przygody i przeżycia. Wtedy zapytał się mnie jak się nazywają? Odpowiedziałem, że noszą tytuł ,,Przygody i przeżycia Oszołoma". Stwierdził, że to bardzo śmieszna nazwa. Wspomniałem mu, że wiem jak nazywa się jego pamiętnik, ,,Dynastia Miziołków". Skąd wiem? Czytałem te książkę, to była moja lektura w czwartej klasie.

I oto zakończyła się moja przygoda z Miziołkiem.

13:01, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »

Wczoraj wieczorem, wracając z treningu, zobaczyłem siedzącego na ławce chłopca. Podszedłem do niego. Gdy mnie zobaczył zaczął rozmowę:

- Jak się nazywasz?

- Nazywam się Paweł, a ty jak? - odpowiedziałem.

- Jestem Staś Tarkowski.

- Staś?! Naprawdę? Jesteś moim ulubionym bohaterem! Mam do Ciebie wiele pytań.

- Pytaj śmiało. - powiedział.

- Jak się czułeś zabijając lwa? - zacząłem.

- Czułem się przestraszony i zły na siebie. - odpowiedział.

- Dlaczego zły?

- Ponieważ nie lubię zabijać zwierząt.

- W sumie to Cię rozumiem. Też nie lubię ranić zwierząt. Ale musiałeś to zrobić.

- Tak, niestety musiałem.

- A jak się czułeś na wojnie? - zapytałem.

- Ta wojna jest przyczyną mojego smutku. Nie mogłem znieść jak ludzie się mordują. Według mnie nie powinno jej być. - powiedział.

- Właśnie dlatego jesteś moim ulubionym bohaterem. Zawsze wiesz jak postąpić i co powiedzieć. Podziwiam Cię też za to, że wygrałeś bitwę nie zabijając nikogo, przez co dotrzymałeś słowa danego Nel. Podobało mi się też to, że opiekowałeś się Nel, zawsze, nawet gdy mogłeś się zarazić niebezpieczną chorobą. Chciałbym też być taki opiekuńczy wobec moich sióstr.

- Bardzo mi miło, że tak o mnie myślisz. - odpowiedział.

Nie miałem już więcej czasu na prowadzenie rozmowy. Pożegnaliśmy się więc i poszedłem do domu. Było to bardzo przyjemne i pouczające spotkanie. W przyszłości chcę być taki jak Staś.

                                                                                 Paweł Romanowski

 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Darica_Lion_07174.jpg

lew

 

 

12:52, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 maja 2018

KONKURS

 

dla klas III-VII

 

 

NAPISZ

 

OPOWIADANIE

 

NA SZKOLNY

 

BLOG LITERACKI

 

www.kreatywnetekstyjedynki.blox.pl

 

NA TEMAT:

 

WCZORAJ SPOTKAŁEM

 

BOHATERA

 

 

ZE SWOJEJ LEKTURY!!!

 

FABUŁA ZALEŻY OD CIEBIE! PUŚĆ WODZE FANTAZJI!

 

DO 4.06 WYŚLIJ TEKST

 

NA E-MAIL:

 

nauczycielka_sp1@o2.pl

 

ZA NAJCIEKAWSZY

 

TEKST

 

JURY PRZYZNA

 

NAGRODY RZECZOWE!

indeks

22:41, kreatywneteksty
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5